Urzędnicy z potężnymi nagrodami, które wielokrotnie przekraczają ich wynagrodzenia. To chyba przesada. W budżetówce musi istnieć regulamin wydatkowania pieniędzy publicznych. Również tych, które są przeznaczone na nagrody. Kryteria muszą być jednoznaczne.

Sama byłam prokuratorem, więc swego rodzaju urzędnikiem. Poza tak zwaną „trzynastką” nie dostawaliśmy nagród, a o sytuacjach, gdy ktoś je dostał wiedzieli wszyscy, bo to była wyjątkowa sprawa. Kiedy zostałam szefem dużej jednostki organizacyjnej, to nie rozdawałam nagród, bo uznałam, że rzetelne wykonywanie obowiązków jest powinnością kazdego z pracowników merytorycznych.

Sytuacja, z którą mamy do czynienia jest fatalna. Myślenie o konsekwencjach idzie dużo później niż działanie. Później pojawiają się gwałtowne, nieracjonalne w relacji z wcześniejszym działaniem decyzje. Decyzje, które mogą być dla niektórych poważnym problemem, bo pieniądze z nagród mogli już rozdysponować na ważne potrzeby. Decyzje, które wymuszają korekty podatkowe i są na pewno niezłym zamieszaniem w działaniu administracji rządowej. A wystarczyło kierować się regulaminem lub myśleć o konsekwencjach.

Słusznie, więc autor satyry politycznej #ArkadiuszKrupa wskazuje na konsekwencje  dawania i odbierania.