Dziś rano, mąż udał się do gdańskiego magistratu w związku z wątpliwościami w sprawie jednej z budów w sąsiedztwie. Miał zgodę na przeglądanie akt archiwalnych. Jakież było jego zdziwienie, gdy w trakcie ich przeglądania usłyszał, że nie może robić kopii aparatem, a także oglądać wszystkich wniosków. Za każdym razem prosił o odmowę zgody na kopiowanie lub dostęp do niektórych części akt postanowieniem, na które mogłoby służyć prawo zaskarżenia.
Urzędniczka była cierpliwa do czasu. Nie dała sobie czwarty raz wytłumaczyć, że nie ma racjonalnych powodów, by nie skopiować rysunku elewacji spornego budynku. Po prostu wyszarpnęła akta sprawy z rąk męża i oświadczyła, że dalej tak nie będzie.
Czyżby w Gdańsku nie obowiązywał art. 73 kodeksu postępowania administracyjnego?
