
Przekonał się o tym pewien pan, który zadzwonił chwilę temu w sprawie interwencji służb porządkowych w sprawie grilla rozpalonego na balkonie. Wilgoć unosząca się w powietrzu (mamy od godziny deszcz) sprawiła, że dym nie uciekał goniony wiatrem, a ścielił się nisko, a przez to penetrował do mieszkań sąsiadów. Pewnie wszystko rozeszłoby się po kościach, ale mój rozmówca przyznał się, że ze względu na wilgotną pogodę do rozpalania użył sporej ilości podpałki, a także gazet, które latały wokół bloku poniesione wiatrem.
Jako #adwokat wskazuję na to, że nie istnieje przepis prawny, który zakazuje grillowania na różnych formach otwartego ognia. Istnieją jednak przepisy, które pozwalają utemperować zbyt entuzjastycznie podchodzących do biesiady sąsiadów. Są to przepisy o zakłócaniu spokoju, spożywania alkoholu w miejscu publicznym, a także spalaniem odpadów poza specjalnymi instalacjami, czy, co gorsza stworzenie zagrożenia pożarowego. Jeżeli dopuścimy się, któregoś z tych czynów, to musimy liczyć się co najmniej z mandatem. Pan, który do mnie dzwonił podpadał pod przepisy o zagrożeniu pożarowym, a także o ochronie środowiska, albowiem zadrukowana gazeta mogła zostać uznana za odpad zawierający ołów w farbie drukarskiej.
Jeżeli zamierzasz grillować w bloku, to stanowczo namawiam do korzystania z urządzeń elektrycznych, które nie stanowią takiego zagrożenia jak grille gazowe lub węglowe. Dodatkowo, z racji braku otwartego płomienia nie występuje prawie wcale ryzyko spowodowania pożaru wtórnego.
