Jeden z portali internetowych podał wczoraj, że na jednej z ulic Gdańska doszło do potrącenia dwóch nastolatek jadących hulajnogą. Na szczęście skończyło się na lekkim urazie ręki. I tyle. Żadnego konunikatu policyjnego, choć policjanci chwalą się zarówno zatrzymaniami w drastycznych sytuacjach, jak i eskortą chorych w drodze szpitala.
Skąd to milczenie. Fakt, że młode nastolatki – 12 i 13 lat znalazły się na jednej hulajnodze elektrycznej i na jezdni oznacza, że mamy do czynienia z poważnym problemem. Jeżeli bowiem kierowca najechał na hulajnogę, to źle, ale z drugiej strony jak to się stało, że nastolatki wsiadły na hulajnogę razem, choć po zdaniu egzaminu na kartę rowerową powinny wiedzieć, że to nie jest dopuszczalne. Czy kierowca jechał niebezpiecznie, czy może jedna z dziewczynek straciła równowagę i obie wpadły na samochód przejeżdżający obok? Pytań jest bardzo wiele. Szczególnie, że obecnie policjanci prowadzą akcję prewencyjną poświęconą bezpieczeństwu niechronionych uczestników ruchu, a więc również użytkowników hulajnóg. Czy milczenie oznacza to, że nieprawidłowe zachowanie dziewczynek, które wsiadły na jedną hulajnogę jest nie na rękę promotorom bezpieczeństwa na drogach? O ile łatwiej ustawić się w rejonie przejścia dla pieszych z radarem i karać kierowców za przekroczenie prędkości, które kilka miesięcy temu traktowane było jako błąd pomiarowy do 10% i pomijane.
Jako #adwokat, który potencjalnie może otrzymać zlecenie na prowadzenie sprawy uczestnika zdarzenia drogowego z niechronionym użytkownikiem drogi (nota bene kilka spraw wypadków komunikacyjnych mam za sobą) wolałabym wiedzieć, że ocena zdarzeń drogowych z tej grupy nie podlega wpływowi propagandowej presji, która każe twierdzić, że kierowcy to mordercy, a niechronieni są ofiarami.
Z cierpliwością i ciekawością czekam na policyjny komunikat o tym zdarzeniu drogowym.
