
Pogoda sprzyjała nam w niedzielę. W związku z tym zjedliśmy obiad na tarasie. Byłoby miło, gdyby nie to, że jeden z sąsiadów postanowił rozpalać ogień pod grilla gałęziami z przycinania żywopłotu z tuji. Charakterystyczny, silny zapach wysoko żywicznego drzewa niósł się na sąsiednie posesje skutecznie psując smak obiadów przygotowanych na grillu bez irytowania sąsiadów.
Jako #adwokat przypominam, że zgodnie z prawem nie jest dozwolone spalanie odpadów, a w tym odpadów zielonych poza wyspecjalizowanymi instalacjami. Mandat, który grozi za takie praktyki może sięgnąć nawet 500 zł.
Co najgorsze, sąsiedzi, którzy postanowili aktywnie spędzić pierwszy czerwcowy weekend darli się w sposób zupełnie nieprzyzwoity. Jako #adwokat zwracam uwagę na przepis
art. 51. Kodeksu wykroczeń, który mówi, że:
§ 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny (mandat od 100 do 500 złotych).
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 ma charakter chuligański lub sprawca dopuszcza się go, będąc pod wpływem alkoholu, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Jestem tolerancyjna, ale wznoszenie okrzyków, które nieomal powodują wypadanie sztućców z rąk jest przesadą. Czy konieczne jest załatwianie takich spraw między sąsiadami na bazie kodeksu wykroczeń?
