
W trakcie pobytu w Ostrołęce zostałam obudzona przez hiperaktywnego pilarza, który od wczesnego rana zajmował się swoją piłą w sposób trudny do zaakceptowania dla mieszkańców pobliskiego hotelu. Po godzinie, gdy wyjeżdżałam do prokuratury zauważyłam proces likwidacji efektów pracy pilarza.
W pobliskim lesie zgromadzono stos gałęzi i rozpalano właśnie ognisko. Co z tego, że nie wolno palić ognia w lesie, co z tego, że spalanie odpadów, a poza drewnem w ogniu lądowały (pewnie na podpałkę) kartony, jest dozwolone wyłącznie w wyspecjalizowanych instalacjach, a drewno uznane za odpad do spalenia opałem nie jest (poza tym co miało ogrzewać ognisko)?
Tyle się mówi o tym, że oddychamy zanieczyszczonym powietrzem. Tyle się przestrzega przed paleniem odpadów, a ludzie ciągle swoje.
